piątek, 2 stycznia 2015

Burmistrz przegrywa z SKO

Samorządowe kolegium odwoławcze − organ administracji publicznej wyższego stopnia.
W szczególności samorządowe kolegia odwoławcze rozpatrują odwołania od decyzji administracyjnych, zażalenia na postanowienia, żądania wznowienia postępowania lub stwierdzenia nieważności decyzji. Są więc organami jednostek samorządu terytorialnego ale w znaczeniu procesowym, lecz nie są nimi w znaczeniu ustrojowym.

Czyli, każdy z nas, kto nie zgadza się z decyzją Burmistrza, Wójta czy Prezydenta Miasta ma prawo złożyć odwołanie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, a ten wyda decyzję odnośnie sprawy z jaką się zgłosiliśmy.

My także złożyliśmy kilka skarg do SKO, na decyzje Burmistrza Miasta Chojnice. W większości decyzje SKO były negatywne dla Burmistrza Miasta Chojnice.

Sprawy o które pytaliśmy, a Burmistrz Miasta Chojnice odmówił udzielenia informacji publicznej dotyczyły Nas wszystkich, mieszkańców miasta Chojnice. Pytaliśmy bowiem o sprawy finansowe, a konkretnie zamówień i wydatków jakie dokonał Burmistrz Miasta Chojnice bez przetargu.



Poniżej, część  odpowiedzi SKO.




Zawieszony członek zarządu

Przygotowując akt oskarżenia do sprawy karnej przeciwko mnie II K 47/05, Prokurator Lucyna Zakrzewska prowadząca sprawę przeciwko mnie zawiesiła  mnie w czynnościach członka zarządu spółki PHP Bagietka sp. z o.o. , uniemożliwiając tym samym swobodne korzystanie z szeregu dokumentów znajdujących się w spółce PHP Bagietka.

Dostęp do tych dokumentów był bardzo ważny w prowadzonym procesie karnym. Ich brak skutkował niemożnością dowodzenia szeregu nieprawidłowości wynikłych w jego trakcie.
Ponadto owe zawieszenie skutkowało nie wypłacaniem mi żadnych pieniędzy w związku z wykonywaniem funkcji członka zarządu, co w ostateczności poskutkowało brakiem pieniędzy na adwokata a później także brak środków do życia.


Zawieszenie w czynnościach członka zarządu trwało przez cały proces karny, czyli 2 lata.
Postawą do zawieszenia mnie w czynnościach członka zarządu spółki Bagietka był m.in. art. 585 Kodeksu Spółek Handlowych, którego szczegóły opisywaliśmy we wczorajszym poście. niekonstytucyjne-skazanie.html 

W sierpniu 2014 r. wniosłem (zgodnie z Kodeksem Postępowania Karnego) do Prokuratury Rejonowej w Chojnicach wniosek o zmianę postanowienia z dnia 25 stycznia 2005 r. „o zastosowaniu środka zapobiegawczego w postaci zawieszenia w wykonywaniu funkcji członka zarządu”.

Z uzasadnienia wniosku:
Przepis art. 585 Kodeksu Spółek Handlowych regulował odpowiedzialność karną za działanie na szkodę spółki handlowej, jednak z dniem 13 lipca 2011 r. przestał on obowiązywać. Sama konstytucyjność art. 585 KSH została poddana w wątpliwość już w roku 2004, czyli przed aktem oskarżenia, zawieszenia mnie w czynnościach członka zarządu i wyrokiem karnym.
Czyn dawniej opisany w art. 585 KSH, zgodnie z art. 4 KK nie jest już zagrożony rygorem odpowiedzialności karnej, stąd też zmian wymaga Postanowienie Prokuratury.



Wniosek został przyjęty i aktualnie jest rozpatrywany przez Sąd. 

Sprzęt pełnowartościowy czy zabytkowy?

Jednym z punktów aktu oskarżenia przeciwko mnie było moje rzekome przywłaszczenie sprzętu piekarniczego należącego do Bagietki o wartości co najmniej 60.000 zł, który to jako sprzęt pełnowartościowy (wg. Prokuratury) sprzedałem na skupie złomu

Kilka faktów dotyczących wymienionego sprzętu:
-  ten sprzęt piekarniczy – maszyny przywiozłem z Niemiec na początku powstawania Bagietki, kupiłem go za własne, prywatne pieniądze i w początkowej fazie był wykorzystywany do produkcji przez firmę Bagietka
- po wejściu Polski do Unii Europejskiej sprzęt ten przestał spełniać normy, był przestarzały i aluminiowy; w konsekwencji trzeba było go wymienić na sprzęt nowy zgodny z normami co też zrobiono, a „stary” sprzęt złożono w jednym z budynków należących do Bagietki;
- w grudniu 2004 r. postanowiłem uporządkować ten budynek a nieużywany od dawna sprzęt sprzedać na złomie, o wszystkim poinformowałem Jolantę Janik;
- za sprzedany sprzęt uzyskałem kwotę 1952,80
- Jolanta Janik przez cały czas (podczas procesu) twierdziła, że sprzęt ten był pełnowartościowy, wart ok 60.000 zł
- podczas procesu, Biegły nie podzielił zdania Jolanty Janik i uznał moją rację, że sprzęt był „złomem” i nie był wart kwoty blisko 60.000 zł

- Jolanta Janik podczas przesłuchania podała, że sprzęt w chwili gdy go sprzedałem był wart 49 tyś zł, a już w akcie oskarżenia jest 60 tyś zł, reasumując w ciągu miesiąca, wg. Jolanty Janik i prokuratury  stary sprzęt zwiększył swoją wartość o ponad 10 tyś złotych. 



Po przesłuchaniu biegłego podczas jednej z rozpraw, Prokurator wniósł o zmianę aktu oskarżenia, tym samym zmieniając wartość sprzętu  z 60 tyś do niespełna 2 tyś. złotych